Sojusz Lewicy Demokratycznej

Rada Wojewódzka w Rzeszowie

Zbrodnia POpleczników Tuska

(2009-11-22)


    Słowo zbrodnia nie jest na wyrost. Wszak w polskim prawie oznacza ona czyn popełniony umyślnie, zagrożony karą co najmniej 3 lat odosobnienia. Za czyny, którymi ja obciążam lidera rządzącej ekipy oraz jego żołnierzy, wymierzyłbym nie tylko kodeksowe 3 lata, ale jeszcze zakaz pełnienia funkcji publicznych, do sołtysa włącznie.

    Oskarżam decydentów z Platformy Obywatelskiej o przemyślany zamiar likwidacji mediów publicznych w Polsce. Dowodów aż nadmiar. Od obietnic w kampanii 2007, po cały zestaw deklaracji i zaklęć, aby "olewać" abonament RTV, po kuglowanie przy zapisach ustawowych dotyczących finansowania mediów, zakończone wiarołomstwem posłów Platformy. Pół godziny przed głosowaniem ustawy medialnej "olali" oni posłów z SLD i odwołali wcześniejsze z nimi uzgodnienia.

    W efekcie, pozbawiono media publiczne środków na normalne codzienne funkcjonowanie. Alarm wszczęty w tej sprawie w ostatnich dniach przez dziennikarzy publicznego radia i telewizji (bo dopływ środków z abonamentu i reklamy spadł poniżej wszelkich granic i jest najniższy od kilkunastu lat), jawi się wołaniem na puszczy. Zaś pytania kierowane na antenie do posłów PO, czy oni płacą abonament, zbywane są milczeniem bądź odpowiedziami pokrętnymi. Jakby gwoździem do trumny okazało się orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego uwalniające emerytów od płacenia abonament. W końcu, w ostatnich miesiącach, to środowisko emeryckie stanowiło najliczniejsze grono abonamentowych "sponsorów" Telewizji Polskiej i Polskiego Radia.

    Wygląda na to, iż ekipa PO konsekwentnie pracuje na miano grabarzy polskich mediów publicznych - instytucji wielce zasłużonej dla Rzeczypospolitej. Obiektywny kronikarz nie ma watpliowści. Redakcje te zapisały w minionych dziesięcioleciach przeogromny wkład do rozwoju polskiej kultury i sztuki, życia społecznego i gospodarczego, edukacji obywatelskiej kolejnych pokoleń Polaków. Polskie media publiczne, realizujące ważną misję narodową i społeczną, zaliczane były do najlepszych na świecie. Wystarczy wspomnieć o dokonaniach i poziomie Teatru Telewizji czy mistrzostwie polskiego reportażu radiowego. A wkład do rozwoju polskiej kinematografii, do rozkwitu życia muzycznego, udział w doskonaleniu poziomu edukacji - od szkoły podstawowej po uczelnię...?

    W bezcennym "urobku" polskiego dziennikarstwa radiowego i telewizyjnego swój poczesny udział mają też rzeszowscy mistrzowie mikrofonu i kamery. Odnotować wypada choćby trzy fakty. Archiwa Oddziału TVP oraz Rozgłośni Polskiego Radia dysponują największymi w Polsce zasobami nagrań autentycznej sztuki ludowej (zespoły folklorystyczne, kapele, soliści). Rzeszowscy redaktorzy mają poczesne zasługi w promowaniu i pielęgnowaniu środowiska naturalnego regionu, w tym walorów turystyczno - przyrodniczych Bieszczadów i Beskidów. To rzeszowscy uczniowie Wańkowicza i Kapuścińskiego od lat pisali i piszą kronikę niełatwego współżycia ludzi osiadłych na pograniczu, także tych mówiących po ukraińsku, także tych chroniących polską mowę z lwowskiej strony. I robili to długo wcześniej, zanim rządzący zadekretowali strategiczną współpracę transgraniczną.

    Ów dorobek chce się świadomie zaprzepaścić, a misję brutalnie przerwać, bądź - w najlepszym przypadku - zasadniczo ograniczyć. Zespoły dziennikarskie stanęły przed koniecznością redukcji zatrudnienia. Szkody jakie z tego tytułu poniesie polska kultura, także Podkarpacie, obciążać będą obecną ekipę sprawującą władzę, w tym podkarpackich parlamentarzystów PO i PSL. Ustawę o hazardzie, akt trzeciorzędny, niewielu Polaków obchodzący i niewielu dotykający, potrafili oni przygotować i przyjąć w ciągu czterech dni. Na racjonalne decyzje gwarantujące podstawy funkcjonowania mediów publicznych czekamy prawie dwa lata. I chyba się nie doczekamy. Taka widać jest wola liberałów. Oraz ich polityczny interes.

Ryszard Bereś